Późnym sobotnim wieczorem dotarliśmy do naszych braci w Zamościu. Jest to ciekawe nie tylko pod względem historycznym miasto. Posiada niewielką, ale bardzo urokliwą starówkę. Przypadł nam do gustu szczególnie główny rynek, po którym króciutko oprowadził nas o. Grzegorz Klimczyk.

W niedzielę wykonaliśmy oprawę muzyczną na 5 mszach świętych oraz zagraliśmy półgodzinny koncert po sumie. W rozprowadzaniu płyt pomagał nam dzielnie sympatyk zespołu, br. Alaksiej. Na koniec ojciec gwardian Andrzej Zalewski pokazał nam nieużywane obecnie części kościoła, który przez około 200 lat nie pełnił funkcji sakralnej. Życzymy braciom, aby udało się doprowadzić świątynię do dawnego kształtu i blasku.

Na początku drogi powrotnej do Łodzi odwiedziliśmy jeszcze siostry klaryski w Sitańcu. Było to bardzo radosne spotkanie. Porozmawialiśmy o różnych sprawach, pośpiewaliśmy kolędy i zabraliśmy się w dalszą drogę.
Co do kaczki, to chodzi o efekt do gitary br. Jakuba. Dzięki niemu gitara elektryczna robi charakterystyczne „wah-wah” (wielu gitarzystów tego używa). Otóż stało się tak, że kaczka owa odmówiła posłuszeństwa przed koncertem przestając działać. Potem, już w trakcie koncertu, jak gdyby nigdy nic, niespodziewanie się włączyła zaskakując br. Jakuba. Po koncercie padło tytułowe pytanie: Co się stało z kaczką? 🙂